ILUMINACI - MASONERIA - ROK 2014

Templariusze

       Wiele napisano już na temat zakonu Templariuszy. Jednak ich dzieje, opisane w podręcznikach historii Europy i Kościoła, nie są do końca zrozumiałe. Zazwyczaj obejmują one okres pomiędzy założeniem zakonu w roku 1119, po którym nastąpił nagły napływ ochotników, a męczeńską śmiercią ostatniego wielkiego mistrza w 1314. Tymczasem korzenie Zakonu Świątyni, bo tak brzmiała jego oficjlana nazwa, sięgają wielu lat wstecz, a jego najpóźniejsze odrosty zdają się przenikać przynajmniej do początkó w oświecenia.

 
Dwaj rycerze na jednym koniu - symbol ubóstwa Templariuszy


    W 1118 r. cystersi zorganizowali grupę dziewięciu rycerzy pod wodzą Hugona de Payns, którzy (według relacji kronikarza Wilhelma z Tyru) przybyli do Baldwina I, władcy Królestwa Jerozolimskiego. Byli to właśnie przyszli templariusze. Najdziwniejszy jednak wydaje się sposób, w jaki przyjął ich sławny król-krzyżowiec. Zachował się tak, jakby byli przedstawicielami jakiejś potęgi i tym kilku skromnym rycerzom oddał jedno skrzydło własnego pałacu, zbudowanego na fundamentach Świątyni Jerozolimskiej (stąd nazwa templariuszy od łacińskiego słowa "templum" oznaczającego świątynię).


    Przez następne kilka lat nikt do owej grupy nie przystąpił i nie bardzo wiadomo, czym rycerze się trudnili. Oficjalnie mieli ochraniać trakty w Ziemi Świętej i bronić samej Świątyni przed muzułmanami, ale nie wydaje się to prawdopodobne, biorąc pod uwagę fakt, iż było ich zaledwie dziewięciu. Tym dziwniejsze wydaje się, że nikomu nieznani rycerze, przebywający w Palestynie, otrzymali hojne darowizny w dalekiej Europie. Wszystko to sugeruje, że templariusze w Palestynie stanowili zaledwie drobny fragment jakiegoś większego przedsięwzięcia. Z drugiej strony wiadomo, że członkowie Zakonu Świątyni mieli świadomość swoich związków z cystersami, a zwłaszcza z Bernardem z Clairvaux (1091-1153), sławnym myślicielem i reformatorem religijnym. Według zeznań brata Aymery'ego, złożonych podczas przesłuchania przez inkwizytorów, właśnie Bernard miał być projektodawcą i animatorem templariuszy oraz jakiegoś ogromnego zamierzenia skrzętnie skrywanego przed okiem świata i nie zapisanego w kronikach.


    Oficjalna historia zakonu templariuszy zaczyna się w 1128 r., kiedy to w Troyes odbył się zjazd dostojników kościelnych i świeckich, określany czasem mianem soboru, na który przybyli również tajemniczy rycerze z Jerozolimy. Na zjeździe oficjalnie podjęto decyzję o powstaniu nowego zakonu rycerskiego, mającego strzec Świątyni Jerozolimskiej. Na czele zakonu Templariuszy, liczącego wtedy zaledwie 9 osób, jako wielki mistrz stanął Hugo de Payns, a regułę zgromadzenia opracował Bernard, wyraźnie nawiązując do cystersów. Obejmowała ona nakaz czystości i osobistego ubóstwa oraz bezwzględne posłuszeństwo przełożonym. Templariusze mieli jednak nosić brody, ogolone głowy i białe habity dla rycerzy, a czarne dla giermków (sławny czerwony krzyż na lewym ramieniu doda im dopiero dwadzieścia lat później papież Eugeniusz III).

    W tym miejscu nasuwa się po raz kolejny pytanie, kim było i czego dokonało owych kilku rycerzy z Jerozolimy, że aż stworzono dla nich odrębną organizację?


Strój wielkiego mistrza
 

    Natychmiast po przyjeździe kilku rycerzy z Palestyny rozpoczął się lawinowy napływ nowych członków do zakonu. W ten sposób w ciągu zaledwie dwóch lat powstała liczna zbrojna armia, która stała się nagle jedną z największych potęg Palestyny, a później Europy. Rycerze z czerwonym krzyżem zdobyli sławę jako nieustraszeni i szlachetni wojownicy, a do Francji i całej zachodniej Europy przynieśli muzułmańskie wynalazki, nowe metody gospodarowania oraz wyższe wzorce kulturowe i etyczne, nieznane ówczesnemu światu chrześcijańskiemu. Na starym kontynencie zbudowali niebywałą potęgę gospodarczą, tworząc sieć komandorii wzdłuż wszystkich głównych dróg Francji, przy ważnych przeprawach przez rzeki i w dużych miastach. Słynęli z niezwykle starannej i skutecznej uprawy ziemi i z pierwszych w średniowiecznej Europie profesjonalnych usług bankowych.
    W XII-XIII w. prowadzili lub inspirowali budowy dziesiątek ogromnych katedr. Dzieje zakonu to właściwie nieprzerwane pasmo sukcesów, a jedynym poważniejszym niepowodzeniem było wycofanie się z Ziemi Świętej, kiedy chrześcijanie utracili na rzecz muzułmanów ostatnią twierdzę Akka (1291) i przenieśli się na Cypr. Mimo to potęga organizacji pozostała nienaruszona i mogłoby się wydawać, że nic nie jest w stanie zagrozić Templariuszom, kiedy niespodziewanie przyszła klęska. 14 września 1307 roku na rozkaz króla Francji Filipa Pięknego aresztowano wszystkich członków zakonu jednocześnie na terenie całego państwa.

    Historycy twierdzą, że podyktowane to było chciwością władcy, pragnącego przejąć sławny skarb Zakonu Świątyni. Podobno w przeddzień aresztowania najcenniejsze przedmioty z komandorii wywieziono w nieznanym kierunku. Filip osiągnął inny cel - zniszczył ekonomicznego konkurenta, likwidując swoiste państwo w państwie i usunął jedyną organizację zdolną zagrozić jego panowaniu. Osłabienie, jeśli nie zniszczenie templariuszy, prawdopodobnie było też warunkiem poparcia Filipa dla wyboru Klemensa V na papieża w roku 1305. Samemu Klemensowi marzyło się zresztą przejęcie rozległych dóbr Zakonu Świątyni. Sukcesem zakończył się dopiero spisek papieża i króla oraz czynna napaść na francuskie komandorie.

 
Jakub de Molay, ostatni wielki mistrz Templariuszy, spalony na stosie w 1314 r.

    Uwięzionym zakonnikom wytoczono proces, oskarżając ich o herezję, uprawianie pogańskich lub wręcz szatańskich kultów oraz nazbyt bliskie kontakty z muzułmanami. Główną rozprawę przeciw wielkiemu mistrzowi Jacques'owi de Molay i jego współpracownikom prowadził w Paryżu sam Wilhelm z Paryża, sławny dominikański teolog i inkwizytor. Strachem przed torturami wymusił częściowe przyznanie się do winy, zresztą potem odwołane przez oskarżonych, a za pomocą odpowiednio spreparowanych podchwytliwych pytań uzyskał rozliczne "dowody" herezji. Postarał się też o odpowiednią propagandę: podano więc do publicznej wiadomości, że utrata Ziemi Świętej została spowodowana zdradą templariuszy, współpracujących z muzułmanami. Tych ostatnich przedstawiono zaś jako bestie i demoniczne istoty bliskie samemu piekłu. Dla zacofanej Europy kontakty kulturalne między templariuszami i muzułmanami rzeczywiście mogły wydawać się co najmniej podejrzane, szczególnie kiedy zwrócono uwagę na obce, wschodnie obyczaje przyniesione przez rycerzy Świątyni (choćby gra w bilard). Dodano do tego oskarżenia o sodomię oraz inne "sprzeczne z prawem naturalnym" praktyki seksualne, czego nie dało się, oczywiście, udowodnić w sposób jednoznaczny, ale czego też nigdy nie obalono.
    Najciekawsze jednak było nieźle udokumentowane oskarżenie o odstępstwo od prawdziwej wiary. Z całą pewnością krzyżowcy zetknęli się z rozmaitymi ruchami religijnymi obecnymi w Palestynie, których nie zniszczył dyktat jednego panującego Kościoła. Nie można też odrzucić wpływu filozofii i teologii muzułmańskiej, które stały wtedy bez porównania wyżej od dokonań chrześcijańskiej Europy. Na wielu budowlach templariuszy widnieją znaki typowe dla gnostycyzmu, w którym idea Logosu odgrywała niepoślednią rolę.

    Obradujący w roku 1312 sobór w Vienne miał sporo kłopotu z potępieniem zakonu. W końcu, papież Klemens V, nie czekając na decyzję, wydał bullę rozwiązującą zakon. Na mocy uchwał soborowych wszystkie dobra templariuszy we Francji przekazano joannitom, a samego wielkiego mistrza Jacques'a de Molay spalono na stosie w Paryżu 18 marca 1314 roku jako zatwardziałego heretyka. Podobny los spotkał wielu innych braci.

                             Templum w Paryżu - główna siedziba zakonu po utracie Jerozolimy
    Legenda utrzymuje, że umierający mistrz przeklął swoich oprawców i, ku zgrozie jednych, a radości drugich, sprowadził na nich zasłużoną karę - jeszcze w tym samym roku 1314 umarł chciwy papież Klemens V, a także bezwzględny król Filip Piękny. O tym jednak, że nawet wtedy nie zawsze uznawano templariuszy za winnych, świadczy zdanie Dantego, który w swojej "Boskiej komedii" skazuje Klemensa V na wieczne potępienie za bezprawne ograbienie i zniszczenie Zakonu Świątyni.

    W Niemczech i księstwach Italii, w odróżnieniu od Francji, templariuszy na ogół uniewinniono. W Anglii aresztowano tylko niektórych rycerzy i król skonfiskował jedynie część ich majątku. W Aragonii templariusze otrzymali zezwolenie na przejście do cystersów. Spadkobiercy templariuszy uczestniczyli później w odkryciach geograficznych - nie jest przypadkiem, że czerwone krzyże pojawiały się na żaglach portugalskich okrętów w XV wieku. Również Kolumb miał dość ścisłe kontakty z intelektualnymi i duchowymi kontynuatorami Zakonu Świątyni, a niektórzy uważają go wręcz za członka jakiejś tajnej organizacji powstałej na fundamentach założonych jeszcze przez templariuszy.
    Z tego samego kręgu intelektualnego wyprowadza się nawet masonerię i chyba jest w tym sporo prawdy, skoro najstarsze masońskie loże pojawiły się akurat w Szkocji, gdzie zakon przetrwał okres prześladowań z dala od bezpośrednich wpływów papiestwa. To wyjaśniałoby też, przynajmniej do pewnego stopnia, dlaczego Kościół katolicki od pierwszych lat istnienia organizacji masońskich tak konsekwentnie je potępia i zwalcza (poczynając od bulli papieża Klemensa XII z roku 1738), chociaż wielu masonów uważało się za katolików.

    Zakon Świątyni i masoneria mogły stanowić część większego nurtu wywodzącego się z gnostycyzmu. Według nich, historyczny Jezus nie był bóstwem, a prawdziwy Chrystus to boska emanacja, Logos - duchowy pośrednik między Bogiem i stworzeniem, któremu nie są potrzebne zewnętrzne, materialne atrybuty wiary zbyt często przeradzającej się w bałwochwalczy kult relikwii i kleru. Analogie między templariuszami i masonami są tu rzeczywiście dostrzegalne, choćby tajemniczość w działaniu. I wreszcie cel działania wydaje się podobny: i jedni i drudzy stali na straży idei rozwoju ludzkości, budowania duchowych podwalin cywilizacji i szeroko rozumianego postępu. Musiało się to spotkać z wrogością Kościoła.