ILUMINACI - MASONERIA - ROK 2018

Sumeryjska medycyna

Sumeryjscy lekarze i medycyna. Wykopaliska archeologiczne w południowej części Mezopotamii między rzekami na Bliskim Wschodzie między Eufratem i Tygrysem, spod tysiącletnich nawarstwień pustynnego piachu wydobyło widome świadectwa potęgi ducha Sumerów - ponad 20 tysięcy tablic z pismem klinowym, które są materialnym dowodem ich talentów, opartych na wiedzy odziedziczonej po przodkach i rozwijanej w licznych szkołach. Wśród tabliczek sumeryjskich około 660 miało związek z opanowaną przez nich gałęzią nauki jakim jest medycyna. Znaleziono wśród nich pierwsze recepty. Także zapiski lekarza z 2200 lat p.n.e. precyzyjnie opisującego choroby, ich symptomy oraz sposoby leczenia. Jako że Sumerowie nie mieli zwyczaju balsamowania swoich zmarłych, jak to czynili Egipcjanie, nie możemy opierać się na badaniu zwłok, jako ważnego źródła wiedzy o przypadłościach tamtego okresu. Nie sposób także ustalić, odkąd działali w Sumerze lekarze jako warstwa oświeconych ludzi, spieszących z pomocą bliźnim. Brak także danych, czy wszyscy lekarze byli kapłanami, czy też medycy świeccy i rekrutujący się ze stanu duchownego działali obok siebie, bądź razem, współpracując ze sobą i wzajem się wspomagając. Jest jednak rzeczą niewątpliwą, iż znani oni byli w najbardziej zamierzchłych czasach.

SUMERYJSKA MEDYCYNA

sumeryjska medycyna{Mosmodule module=linki2}

Według pojęć sumeryjskich chorobom ulegali nie tylko ludzie, lecz także bogowie, czemu nie można się dziwić, jeśli się weźmie pod uwagę, iż Sumerowie obdarzali swe bóstwa wszelkimi cechami ludzkimi. W najstarszych mitach, w których występują bogowie, spotykamy się z ich skargami na ból, na cierpienie, na chorobę. I raz po raz znajdujemy aluzje do uzdrowienia, do wyleczenia. Nas jednak w tym miejscu nie choroby bogów, lecz cierpienia człowieka interesują. Zdaniem uczonych najdawniejsi lekarze sumeryjscy musieli być kapłanami. Carleton Coon dzieli kapłanów sumeryjskich na dwie kategorie specjalistów: wróżbitów i uzdrawiaczy, podobnie jak to się - jego zdaniem - działo w epoce wcześniejszej, w okresie przedhistorycznym. Zadaniem tych pierwszych było ustalenie przyczyn choroby (względnie niepowodzenia - jeśli nie o chorobę, lecz o inne kataklizmy bytowe chodziło) w oparciu o obserwację np. przelotów ptaków, przez porównywanie wątroby zwierząt ofiarnych ze specjalnie wykonanym modelem z gliny. Z chwilą gdy następowało zidentyfikowanie złych sił, dalszą działalność prowadzili uzdrawiacze. Oni znali odpowiednie do każdej okazji zaklęcia, wiedzieli, jakie należy uprawiać egzorcyzmy. W miarę gromadzenia doświadczeń i obserwacji z tej, nazwijmy ją, kasty kapłanów-uzdrawiaczy, zaczęli wyodrębniać się praktycy, stosujący obok zaklęć również lekarstwa lub zabiegi lekarskie o charakterze chirurgicznym. Wszystko to związane było z działalnością magiczną, wymagało znajomości modlitw, zaklęć, błagań, całego skomplikowanego, grozę i szacunek budzącego rytuału.

Wspólne dla wszystkich wywodów, dotyczących narodzin medycyny i działalności najstarszych w dziejach ludzkości lekarzy, jest ścisłe powiązanie lecznictwa z magią. Wspólne i uzasadnione. Nić wiążąca medycynę z magią występuje wyraźnie, ale też bywały okresy, w których więź słabła, w których zależność lecznictwa od religii, magii, zabobonu malała. Nauka dysponuje nieodpartym dowodem, iż tak musiało być przynajmniej w pewnym okresie historii Sumeru. Warto to podkreślić ze szczególnym naciskiem, aby sprostować ciągle pokutujący, a przecież mylny pogląd na tę sprawę, który znajdujemy we wszystkich niemal książkach popularyzujących wiedzę o cywilizacjach mezopotamskich. Źródła nieporozumienia są dwa: pierwsze to fakt, że we wszystkich po-sumeryjskich - a zwłaszcza babilońskich - tekstach związanych ze sprawami medycyny wyraźnie uwypuklana jest rola, jaką w leczeniu chorego odgrywają zaklęcia i działalność magiczna lekarza; drugie - że dokument, rewolucjonizujący pogląd na sumeryjską medycynę został odczytany i opublikowany dopiero niedawno.

mezopotamia południowa - sumerowie{Mosmodule module=linki2}

Zanim przyjrzymy się temu rewelacyjnemu tekstowi, wypada jednak poczynić kilka uwag. Niewątpliwie należy się zgodzić ze zdaniem Hart-muta Schmókla, że zanim mieszkaniec Sumeru ?uciekał się do leków lub wręcz szukał ratunku pod nożem chirurga, próbował on chorobę, dzieło złych demonów, wygnać przy pomocy odpowiedniego zaklęcia w imię swego bóstwa?. Rozszerzmy to stwierdzenie: nie tylko w imię swego bóstwa, lecz również przywołując na pomoc inne siły nadprzyrodzone, o czym mówić będziemy dalej. Fakt, że lekarze ? przynajmniej w pewnym okresie dziejów - sprawę magii w swej praktyce leczniczej mogli pomijać, nie oznacza bynajmniej, iż postępowanie to było zgodne z powszechnym odczuciem i praktyką. Tradycja egzorcyzmów - bądź występujących w czystej formie, bądź też uzupełnianych podawaniem leków - była wszak znacznie starsza i głębiej tkwiła w świadomości Sumerów niż ?nowoczesne? posługiwanie się samymi lekami. Możliwe, iż leczenie odbywało się równolegle, szło niejako dwoma torami: lekarz leczył, zaklinacz odprawiał egzorcyzmy. Trudno w oparciu o jeden czy nawet kilka dokumentów wysnuwać zbyt daleko idące wnioski. Z pewnością najbardziej nawet światli i uprawiający "czystą" medycynę lekarze byli związani ściśle ze stanem kapłańskim - również jeśli byli to ludzie świeccy - i głęboko przekonani o tym, iż siłę uzdrawiania zawdzięczają odpowiednim bogom. To samo przeświadczenie musieli żywić odnośnie skutecznego działania leków.

{Mosmodule module=REKLAMA1}

Najstarszą sumeryjską "wizytówkę" lekarską odnalazł podczas prac wykopaliskowych w Ur Leonard Woolley. Jest to pochodząca z pierwszej połowy III tysiąclecia tabliczka z lakonicznym tekstem: LU-LU A-ZU. Lulu to imię praktykującego w Ur "znawcy wody" względnie - jak to tłumaczą inni - "znawcy oleju", w ten sposób bowiem Sumerowie nazywali lekarzy. Znacznie obfitszego materiału poznawczego dostarczyła nauce "wizytówka" lekarza sumeryjskiego imieniem Urlugaledinna, który był nadwornym medykiem księcia Urningirsu, następcy Gudei, rządzącego w mieście Lagasz. "Wizytówką" jest pieczęć w kształcie walca. Artysta uwiecznił na niej postać brodatego bóstwa w długiej szacie. Bóg ma na głowie wielorożną, imponującą tiarę, w prawej ręce trzyma coś, co niektórzy uczeni identyfikują jako pigułę. Tuż obok widać drzewo, z którego zwisają dwa przyrządy, przypominające igły chirurgiczne bądź podobne narzędzia. Na dwóch wysokich postumentach ustawione są dwa naczynia. Wyraźnymi klinami wyryty napis głosi: "O, boże Edinmugi, namiestniku boga Gir, który pomaga rodzącym matkom zwierząt, Urlugaledinna, lekarz, jest twoim sługą". Ponieważ, jak wiemy, identyfikacja bóstw sumeryjskich jest niezmiernie utrudniona, uczeni wstrzymują się przed dokładnym określeniem, o jakich bogach mowa w tym napisie. Opierając się na tekście pieczęci natomiast, niektórzy wyrażają przypuszczenie, iż Urlugaledinna był... ginekologiem, i że inskrypcja ta dowodzi specjalizacji wśród sumeryjskich lekarzy tego okresu. Wniosek kuszący, ale nie posuwajmy się w jego interpretacji zbyt daleko.

tabliczka sumeryjskaPatronką medycyny sumeryjskiej była córka boga Ań, bogini Baba, którą hymn błagalny określa jako "wielką lekarkę czarnogłowych, która utrzymuje ludzi przy życiu, która stworzyła ludzi... która wino i piwo przygotowuje..." We wszystkich niemal odczytanych tekstach, w których mowa jest o tej bogini, znajdujemy aluzje dotyczące medycznych funkcji Baby, a w niektórych znajdujemy imiona demonów powodujących choroby. Znajomość z owymi demonami zawrzemy za chwilę. Na razie zapoznajmy się ze sławetnym tekstem, który wywołał przewrót w ocenie sumeryjskiej medycyny, z dziejami tabliczki, odnalezionej w Nippur przez ekspedycję pensylwańskiego uniwersytetu z roku 1889. Tabliczka otrzymała sygnaturę i powędrowała do archiwum muzeum uniwersyteckiego w Filadelfii. Dopiero w 1940 roku ukazała się pierwsza próba przekładu dokonana przez Leona Legrain. Próba wypadła niepomyślnie - nie z winy uczonego jednak, który napotkał tyle trudności przy dokonywaniu przekładu, że nie mógł po prostu sobie z nimi poradzić. Sumeryjski tekst roił się od specjalistycznych określeń, wymagających znajomości nie tylko języka, lecz także analizy terminologii chemicznej, botanicznej etc. Sumerolodzy wiedzieli już, że mają do czynienia z tekstem wielkiej wagi, tekstem rzucającym światło na dziedzinę wiedzy, co do której nawet nie przypuszczano, że mogły istnieć dokumenty z tak odległej epoki. Nikt nie miał jednak odwagi zabrać się do przekładu. Dopiero w 1953 roku, kiedy Kramerowi zaproponował pomoc chemik, specjalizujący się w najdawniejszych dziejach nauk przyrodniczych, Martin Levey, rozpoczęła się żmudna praca nad tłumaczeniem tabliczki. Omówienie tekstu ukazało się w pracy Kramera Historia zaczyna się w Sumerze, ale był to tylko wstępny etap publikacji tekstu. Chodzi przecież o dokonanie przekładu dokumentu wymagającego, obok umiejętności lingwistycznych, ścisłej znajomości "języka" farmaceutyczno-lekarskiego. Po to, aby uzyskać zarówno wierność, jak i jasność przekładu, niezbędne jest przeprowadzenie skomplikowanych porównań terminów, użytych w tekście z około 2200 roku p.n.e. z terminologią używaną w następnych tysiącleciach w piśmie klinowym. Aby uzmysłowić sobie złożoność zadań, stojących przed tłumaczami takiego tekstu klinowego, spróbujmy wyobrazić sobie, jakie trudności miałby człowiek znający doskonale potoczny język, a usiłujący w sposób ścisły przełożyć pracę z zakresu fizyki jądrowej, napisaną przez specjalistę i przeznaczoną tylko dla specjalistów, a więc posługującą się niemal wyłącznie terminologią znaną "wtajemniczonym". Nic więc dziwnego, że mimo ogłoszenia przekładu Kramera, do pracy nad najstarszym "podręcznikiem medycznym" wzięli się inni specjaliści, m. in. dwaj francuscy uczeni: sumerolog Michel Civil i najwybitniejszy znawca klinowych tekstów medycznych Renę Labat. I pomyśleć, że tak ogromnego wysiłku wymaga przekład tekstu, złożonego zaledwie ze 145 wierszy, z których spora część i tak pozostanie nie odcyfrowana ze względu na stopień zniszczenia. Najbardziej uszkodzone jest pierwsze 21 linijek. Niektórzy uczeni przypuszczają - przyjmując za podstawę do rozważań teksty późniejsze, wzorowane przecież na stylu i formie przekazanych przez tradycję - że początkowe słowa powinny brzmieć: "Jeśli człowiek cierpi na", po których następują nazwy chorób. Jest to tylko przypuszczenie, budzące zresztą sporo zastrzeżeń ze strony innych specjalistów. Poczynając od 22 wiersza spisane są recepty. Jest ich razem piętnaście, przy czym można je podzielić na trzy grupy w zależności od sposobu stosowania leków. W pierwszej grupie znajduje się osiem przepisów na leki podawane w postaci okładów. Sumeryjski lekarz, który zanotował to wszystko na swej tabliczce, podaje najpierw składniki niezbędne do przyrządzenia medykamentu, następnie informuje, iż powinny one zostać sproszkowane i zmieszane z płynem, aby powstała z tego maść, którą należy przyłożyć do chorego miejsca na ciele, po przetarciu go uprzednio oliwą. Ta czynność mogła mieć znaczenie albo oczyszczające chorą część ciała, albo uzupełniała leczenie, albo też zapobiec miała przysychaniu maści do skóry.

{Mosmodule module=REKLAMA1}

recepta sumeryjska

Oto, dla przykładu recepty sumeryjskie:

Recepta 4. "Rozetrzyj roślinę anadiszcza, gałęzie rośliny ciernistej [chodzi, być może. o Prosobis stephaniana], nasiona duasżbur [być może, Artiplex hali-mus L.]... [zniszczone nazwy co najmniej dwóch składników]; dolej piwa rozcieńczonego wodą; natrzyj [chore miejsce] olejem roślinnym [i] przymocuj [lekarstwo] jako okład."

Recepta 6. "Rozetrzyj gruszkę [?] [i] mannę; wlej osad piwa; natrzyj olejem roślinnym [i] przymocuj jako okład."

Recepta 8. "Rozetrzyj korzenie... drzewa... i sproszkowany muł rzeczny; dolej piwa, natrzyj olejem roślinnym [i] przymocuj jako okład."

Druga grupa przepisów obejmuje trzy recepty przeznaczone do użytku wewnętrznego. Przeczytajmy dwie z nich:

Recepta 9. "Nalej mocnego piwa na żywicę... rośliny; zagrzej nad ogniem r włóż ten płyn do oleju z mułu rzecznego [i] niech [chory] człowiek pije."

Recepta 11. "Rozetrzyj nasiona jarzyny nignagar, mirry [?] [i] tymianu; wlej piwa [i] niech [chory] człowiek pije."

I wreszcie trzecia grupa, na którą składają się cztery ostatnie recepty. Poprzedza ją trudny do zrozumienia, lapidarny wstęp: "Ułóż [?] sitowie na rękach i nogach [chorego] człowieka". Jakkolwiek cel tego zabiegu absolutnie nie jest jasny, wprowadzenie to uważają uczeni za bardzo istotne, ponieważ domyślają się w nim wskazówki, o jakie chore członki chodzi w przypadku stosowania podanych niżej leków.

Recepta 12. "Przesiej i zamieszaj razem skorupę żółwia, pędy rośliny naga [tej rośliny używano dla uzyskania sody lub innych substancji alkalicznych], sól, gorczycę; obmyj [chore miejsce] dobrym piwem [i] gorącą wodą; natrzyj [chore miejsce] tym wszystkim; po natarciu, posmaruj olejem roślinnym i pokryj [?] sproszkowaną sosną."

Recepta 13. "Nalej wody na wysuszonego i roztartego węża rzecznego, roślinę amamaszumkaskal, korzenie rośliny ciernistej, roztartą roślinę naga, sproszkowaną żywicę sosny, [i] wydaliny nietoperza garib [?]; zagrzej [tę mieszaninę] [i] umyj [chore miejsce] tym płynem; po umyciu płynem, natrzyj olejem roślinnym [i] przykryj szoki." 

Współczesny czytelnik, żyjący z medycyną za pan brat, obeznany z lekami, posługujący się najbardziej skomplikowanymi wyrobami przemysłu farmaceutycznego, może w tym miejscu uśmiechnąć się z ironią i zapytać: a gdzie tu rewelacja? Oczywiście, jeśli będziemy na te recepty sprzed czterdziestu dwóch stuleci patrzeć z punktu widzenia użytkowników wszelkiego rodzaju lekarstw, wydadzą się one żałośnie śmieszne. Jeśli jednak przypomnimy sobie epokę, w jakiej ów anonimowy, niestety, medyk sumeryjski je zapisał, jeśli wczytamy się uważnie w ich treść - przestaniemy traktować je z wyższością. Zwróćmy uwagę na to, iż leki stosowane przez sumeryjskiego lekarza składają się głównie ze składników roślinnych i mineralnych. Zwróćmy uwagę na użycie skorupy żółwia celem przyrządzenia leku. Czyż nie używają tego składnika po dzień dzisiejszy na Dalekim Wschodzie lekarze, wierni tradycjom medycyny ludowej? Czyż nie stosują oni w leczeniu kości różnych zwierząt, wydzielin, sproszkowanych korzeni, nasion, liści? I czy tylko oni? Zamiast traktować przepisy sumeryjskiego lekarza lekceważąc go, przypomnijmy sobie, że podobnie formułowane były recepty i z podobnych składników były sporządzane leki w naszej części świata jeszcze w XVIII wieku. Autorzy podręczników "nauki cyrulickiej" ani podejrzewali, że korzystając w swych elaboratach z przekazów ludowych i mądrości starożytnych eskulapów, czerpali z wiedzy, którą następnym pokoleniom, następnym cywilizacjom przekazali zapomniani Sumerowie.

Wielka szkoda, że najstarszy spis leków nie wskazuje, przy jakich chorobach należało je stosować. Ale i tak rzuca się w oczy różnorodność sposobów stosowania lekarstw, skomplikowany system ich przyrządzania. Niech nas nie zwodzi lakoniczność sformułowań sumeryjskich recept. Przecież były one przeznaczone dla wykształconych, praktykujących lekarzy, którzy albo wiedzieli, jakie proporcje poszczególnych składników należy stosować, albo też łatwo mogli te proporcje sprawdzić. Nie wiadomo zresztą, w jakiej mierze odczytana tabliczka jest dokumentem samodzielnym. Być może, jest to "stronica" z podręcznika medycznego, z którego korzystali przyszli adepci kunsztu lekarskiego. A jeśli tak, to czerpali oni przecież swą wiedzę nie tylko z tej lektury, lecz także z objaśnień swoich profesorów, wykładających w odpowiednich szkołach. Lekarz, który pozostawił nam tę jedyną dotąd w swoim rodzaju tabliczkę, musiał być człowiekiem wysoce wykształconym nie tylko w zawodzie lekarskim. Specjaliści badający pismo klinowe podkreślają kunsztowny charakter zapisu, piękny rysunek klinów. Potwierdzać to może przypuszczenie uczonych, iż lekarze, obok pisarzy, autorów tekstów religijnych i literackich, matematyków i astronomów, rekrutujących się z warstwy kapłańskiej, należeli do ?czołówki? intelektualnej Sumeru.

Cytowany wyżej receptariusz aż się prosi o snucie rozważań na temat laicyzacji nauki w Sumerze. Wszak ani wzmianki o bogach, ani aluzji na temat zaklęć. Chciałoby się rozpatrzyć szansę racjonalistycznego stosunku do świata, empirycznego podejścia do problemu lecznictwa, jaka zdaje się wynikać z tego dokumentu naukowego. Oczywiście, wszystko to w kategoriach adekwatnych do tamtej epoki. Wiemy przecież, że tego rodzaju rewolucje światopoglądowe były możliwe, że poznawanie zjawisk natury niosło ze sobą wyzwalanie umysłu człowieka spod przemożnej wiary w siły nadprzyrodzone. W tym przypadku materiał jest jednak zbyt skąpy i uczeni wolą raczej zasygnalizować sam fakt jako taki niż wysnuwać z niego zbyt daleko idące wnioski. Uszanujmy tę zrozumiałą wstrzemięźliwość i my, laicy, zwłaszcza że receptariusz ten stanowi jak dotąd wyjątek.