ILUMINACI - MASONERIA - ROK 2019

HERMETYCZNY ZAKON ZŁOTEGO BRZASKU

Latem 1887 roku pewien angielski adept sztuki wolnomularskiej odnalazł stary manuskrypt zawierający dziwne słowa zapisane niezrozumiałym szyfrem. Dokument ten przekazał swemu "bratu" z Wielkiej Zjednoczonej Loży Angielskiej, dr Williamowi Wynnowi Westcottowi Tak rozpoczęła się okultystyczna przygoda, która dała początek wielkiemu odrodzeniu magicznemu końca XIX wieku.

Schyłek XIX wieku sprzyjał rozwojowi praktyk okultystycznych. Nowe odkrycia naukowe kwestionowały dotychczasowy spójny obraz świata. W szczeliny rozbitego kosmosu wdzierał się chaos i coraz wyraźniej przypominał o swojej obecności. Luki w rozbitym świecie całości starała się wypełnić w XVIII wieku ideologia racjonalistyczna, lecz jej spoiwo skruszało w niecałe sto lat później pod naporem kolejnych pytań i wątpliwości. Nie były to wszakże wątpliwości podszyte zwątpieniem w sens istniejącego świata, lecz raczej wynikające z żądzy otrzymania bardziej pełnych odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne. Kiedy złudzenia racjonalizmu okazały się niedostateczne w objaśnianiu zagadek życia, wielu twórczych ludzi ogarnął niepokój, każący im szukać rozwiązań tych zagadek w samej tajemnicy ludzkiego umysłu.

Ten radykalny zwrot ku "doświadczeniu wewnętrznemu" pod koniec XIX wieku zaowocował narodzinami "czarnej powieści" i psychologii. A z ich mariażu, wzbogaconego o kontakt z innymi kulturami i systemami religijnymi, wyłoniło się wielkie zainteresowanie "wiedzą tajemną", którą przyszli adepci woleli nazywać "okultyzmem". Okultyzm stał się systemem magicznych i mistycznych praktyk rytualnych, mających na celu doskonalenie się jednostek. Jego adepci, grupujący się zwykle ze średnio zamożnych mieszkańców wielkich miast, lubili się odwoływać do wielowiekowych związków z pradawnymi i zapomnianymi arkanami wiedzy o naturze ludzkiej. I choć magia jak i mistyka znakomicie funkcjonowała obok i w ramach oficjalnych nurtów religijnych, to jednak dopiero w epoce Renesansu uzyskała samoświadomość i wyodrębniła się jako oddzielny nurt myślowy. Potrzeba było jednak kolejnych dwustu lat, żeby myśl przyoblekła się w kształty, a "okultyzm" przyjął instytucjonalne formy.

Niezależnie od rozmaitych podań o tajemnych bractwach Różokrzyżowców i własnych "historii" różnych grup okultystycznych, można spokojnie powiedzieć, że pierwszym jawnie istniejącym ugrupowaniem okultystycznym, które posiadało duży wpływ na klimat epoki było Towarzystwo Teozoficzne, założone w 1875 roku przez Helenę Bławatską. To właśnie dzięki nieustannemu wysiłkowi tej charyzmatycznej kobiety na grunt zachodni przeniesiono liczne elementy filozofii Wschodu, a Towarzystwo Teozoficzne skupiło się na studiach porównawczych między różnymi systemami religijnymi Indii i obszaru śródziemnomorskiego. Jednakże, w sferze praktyczno-rytualnej Towarzystwo Teozoficzne nie wnosiło nic nowego, a jego spotkania miały przebieg dysput filozoficznych bądź seansów spirytystycznych, czym nie różniły się prawie wcale od praktyk uprawianych wcześniej na dworach i salonach.

 

Tajemnice zaszyfrowanego rękopisu

Pod tym względem organizacją, która jako pierwsza zbudowała solidny system okultystyczny, był Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku. Zakon powstał w 1888 roku z inicjatywy trzech byłych teozofów i "różokrzyżowców": dr Williama Wynna Westcotta, dr Williama Woodmana oraz Samuela Liddella MacGregora Mathersa. A przyczyną sprawczą, która doprowadziła do jego powstania, był tajemniczy zaszyfrowany manuskrypt, który rok wcześniej Westcott nabył od starego masona, wielebnego A.F.A. Woodforda. Po rozszyfrowaniu zawiłego pseudo-alfabetu Westcott odkrył, że rękopis ten zawiera pięć rytuałów masońskich niewiadomego pochodzenia. Zachęcony tym odkryciem, zwrócił się do Mathersa z propozycją, żeby ten napisał inne rytuały w oparciu o znaleziony rękopis, dając tym samym podstawy do założenia nowego zakonu okultystycznego.

W epoce "czarnej powieści" i konspiracji obowiązywała aura tajemniczości. Mając tego świadomość, Westcott doniósł, że rękopis zawierał również karteczkę z adresem pani Anny Sprengel z Norymbergi, spadkobierczyni nauk różokrzyżowców i przywódczyni tajemniczego zakonu Die Goldene Demmerung, wraz z notką przypisującą zaszyfrowane rytuały tej właśnie tradycji zakonnej. W wyniku korespondencji z rzekomą panią Sprengel, Westcott miał otrzymać upoważnienie do prowadzenia zakonu o tej samej nazwie, która po przetłumaczeniu na język angielski brzmiała "Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku".

Współcześni badacze mocno wątpią w historyczność owego zaszyfrowanego rękopisu. Powołują się oni zazwyczaj na argumentację Ellica Howe'a, który w swej "demaskatorskiej" książce pt.: Magicians of the Golden Dawn (Magowie Złotego Brzasku) twierdzi, że William Wynn Westcott sfałszował oryginalne dokumenty Złotego Brzasku i sam wymyślił historyjkę o istnieniu pani Sprengel. Według Howe'a nie było żadnego związku między zakonem Złotego Brzasku a pradawną tradycją Różokrzyżowców. I choć w świetle współczesnej wiedzy na temat Różokrzyżowców wątpliwe wydaje się nawet ich istnienie, to jednak książka Howe'a wywołała prawdziwą burzę w świecie teoretyków i praktyków okultyzmu. Oto co dowodził Howe:

Wiadomo, że Westcott bardzo dobrze znał literaturę ezoteryczną i od wielu lat zajmował się studiowaniem wiedzy tajemnej, między innymi w bractwie "różokrzyżowym" Societas Rosicruciana in Anglia. W drugiej połowie XIX wieku stowarzyszenia tajemne wyrastały jak grzyby po deszczu, nic więc dziwnego, że Westcott marzył o stworzeniu własnego poletka, na którym mógłby popuścić wodze swojej fantazji. Realia tamtej epoki nie pozwalały mu jednak na stworzenie nowego zakonu bez odpowiedniej podbudowy mitycznej. Musiał wykazać, że jego zakon wywodzi się ze starożytnej linii przekazu, która drogą rozmaitych stowarzyszeń inicjacyjnych przetrwała po współczesne mu czasy. Wykorzystał w tym celu najpopularniejszy mit drugiej połowy XIX wieku - wiarę w istnienie Tajemnych Przywódców Świata, którzy z ukrycia kierują losami ludzkości.

Mitem tym posługiwała się między innymi Helena Pietrowna Bławatska, która utrzymywała że znajduje się w kontakcie z podobnymi do bogów mistrzami, zamieszkującymi śnieżne połacie Tybetu. Jej Towarzystwo Teozoficzne, najpotężniejsza chyba organizacja okultystyczna w latach osiemdziesiątych XIX wieku, miało działać z poręczenia tych właśnie mistrzów a przez to oddziaływać na losy świata. Bardzo możliwe, że Westcott stworzył zakon Złotego Brzasku na zasadzie konkurencji wobec Towarzystwa Teozoficznego, a wykorzystał do tego pomysły pani Bławatskiej. Znacząca jest tutaj zbieżność dat. Helena Bławatska osiedliła się w Londynie na stałe w maju 1887 roku, na trzy miesiące przed tym, kiedy Westcott ogłosił, że ma w rękach dziwny manuskrypt.

Przekazany Westcottowi rękopis zawierał dziwaczne pismo obrazkowe zapisane na starym papierze opatrzonym znakami wodnymi z 1809 roku. Dołączona była do niego kartka z napisem: "Sapiens dom[inabitur] ast[ris] jest przywódcą członków die Goldene Dammerung. Jest ona sławną soror. Nazywa się Fraulein Sprengel. Listy do niej kierować na adres: Herr J. Engel, Hotel Marquardt, Stuttgart. Jest ona 7*=4*, czyli Adeptem Wyższym". Rzecz jasna, Westcott twierdził że udało mu się nawiązać kontakt z panią Sprengel, która przekazywała mu informacje od Tajemnych Przywódców Świata. Do dziś zachowało się sześć listów od sekretarza pani Sprengel, brata In Utroque Fidelis, których lektura nasuwa wszakże poważne wątpliwości co do ich autentyczności. Listy te są krótkie i zawierają wskazówki organizacyjne dotyczące tworzenia filii zakonu w Anglii. Mogłoby to świadczyć na korzyść roszczeń Westcotta, gdyby nie fakt że wskazówki te są napisane fatalną niemiecczyzną. Czyżbyśmy więc mieli tu do czynienia z fałszerstwem?

Odpowiedź jak zawsze w takich przypadkach nie jest jednoznaczna. W każdym bądź razie bardzo wątpliwe jest, by znalazcą owego manuskryptu był dr Woodford. Już bardziej prawdopodobna jest taka wersja, że to Westcott go w bibliotece swego rodzimego bractwa, Societas Rosicruciana in Anglia. Na korzyść tej hipotezy świadczy fakt, że zaszyfrowany rękopis przedstawiał rytuały inicjacyjne bardzo zbliżone do tych, jakie odprawiano w tym zakonie. Warto też o tym pamiętać, że Westcott, Mathers i Woodman byli prominentnymi postaciami w tej organizacji, której celem było "wzajemne pomaganie sobie w rozwiązywaniu wielkich problemów życia oraz odkrywaniu tajemnic natury". Woodman stanął nawet na jej czele po śmierci Roberta Wentwortha Little'a, która nastąpiła w 1878 roku.

Jakby nie dość było wątpliwości ostatnie lata przyniosły nowe fakty, które z kolei świadczą na korzyść owych mitycznych źródeł Złotego Brzasku. W dużej mierze stało się to za sprawą polskiego badacza okultyzmu, Rafała Prinke. Otóż, okazuje się że na początku XIX wieku istniała pewna żydowska loża masońska we Frankfurcie, której nazwa "Chabrath Zereh Boqer Aour" oznaczała nie mniej ni więcej "Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku". Niemalże identyczny napis widniał na owym tajemniczym manuskrypcie. Loża ta należała do masonerii Wielkiego Wschodu Francji, lecz jej członkowie zajmowali się również studiowaniem kabały. W 1817 roku otworzono w Londynie filię tej loży pod auspicjami księcia Sussex, który był jednocześnie Mistrzem Wielkiej Loży Angielskiej. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że Westcott, Mathers i Woodman przynajmniej pod względem formalnym byli kontynuatorami tej linii przekazu.

Niezależnie od prawdy historycznej, w ten sposób skonstruowany mit założycielski pozwalał na rozwinięcie regularnej działalności okultystycznej. Aura tajemniczości i charyzmat przywódców ściągały do Złotego Brzasku licznych neofitów spragnionych "zakazanej wiedzy". Nie byli to wszakże byle jacy gorliwcy, skoro znaleźli się pośród nich tak wybitni przedstawiciele swej epoki jak Arthur Machen (mistrz horroru i nauczyciel Lovecrafta), Bram Stoker (twórca "Drakuli"), Oscar Wilde (znany pisarz-skandalista), Allan Bennett (jogin i kabalista, założyciel pierwszej organizacji buddyjskiej na Zachodzie), czy William Butler Yeats (jeden z najwybitniejszych angielskich poetów).

Kabalistyczne Drzewo Życia

Tajemnica sukcesu Złotego Brzasku polegała przede wszystkim na rewolucyjnym pomyśle utworzenia hierarchii stopni inicjacyjnych w oparciu o system sefirotów kabalistycznego Drzewa Życia. Dotychczas wszelkie grupki okultystyczne, spirytystyczne i teozoficzne organizowały się w koła konspiracyjne lub struktury wtajemniczeń masońskich. Złoty Brzask zrywał z tą tradycją. Porzucał staroświecki i nieklarowny system inicjacyjny masonerii, a jednocześnie nie rezygnował z samej hierarchii inicjacyjnej. Pomysł przyswojenia dla potrzeb tej hierarchii sefirotów kabalistycznego Drzewa Życia nie tylko czynił system inicjacyjny bardziej przejrzystym, ale i pozwalał nadać kolejnym stopniom inicjacyjnym cechy poszczególnych sefirotów. Paradoksalnie, pomysł ten stanowił uboczny efekt starań Westcotta, by nadać zakonowi znamiona organizacji mocno osadzonej w tradycji ezoterycznej. Jak to często bywa, nieuświadomiona do końca idea przerosła swego twórcę.

Powiada się, że Kabalistyczne Drzewo Życia jest mapą wszechświata i człowieka (zgodnie z zasadą hermetyczną mówiącą, że makrokosmos odzwierciedla się w mikrokosmosie). Tworzy je dziesięć sefirotów, które rozmieszczone są hierarchicznie na trzech filarach, nazywanych filarami: sprawiedliwości, równowagi i łaski. Nie bez przesady można powiedzieć, że celem adeptów magiji jest wspinaczka po tym drzewie, albowiem każdy kolejno zdobyty na nim szczebel powiększa ich wiedzę o sobie i o świecie, a tym samym przybliża ich ku boskości.

Najniżej drzewa znajduje się sefira Malkuth, czyli "królestwo". Przedstawia ona świat fizyczny, podstawę wszelkiego materialnego istnienia, którego odpowiednikiem w człowieku jest ciało fizyczne i mózg. Sefira ta wiąże się z żywiołem ziemi, co jest poważną wskazówką dla każdego adepta, by wędrówkę w krainy mistyki i magiji zaczynał od mocnego stąpania po ziemi. Tuż nad nią znajduje się sefira Jesod, czyli "podstawa", odpowiadająca żywiołowi powietrza i planecie księżyc. Jest to sfera, którą w tradycyjnym okultyzmie nazywa się planem astralnym. Miejsce wizji astralnych i zbiorowej nieświadomości. Anima Mundi - Dusza Świata. Jesod jest kanałem doprowadzającym boską energię na ziemię, dlatego utożsamia się tę sefirę z genitaliami. Trzecią sefirą we wspinaczce po Drzewie Życia a zarazem najniższą na filarze sprawiedliwości jest Hod, czyli "majestat". Hod reprezentuje intelekt i racjonalne myślenie. Symbolizuje przezwyciężenie zwierzęcych instynktów. Jest siłą równoważącą i ucieleśniającą porządek, a jednocześnie miejscem siły magicznej, którą hindusi nazywają praną. ów mariaż intelektu i siły magicznej nie jest wcale czymś dziwnym. Sefira Hod odpowiada żywiołowi wody i planecie Merkury, co jest o tyle ciekawe, że egipski odpowiednik Merkurego, Thoth jest bogiem intelektu i magiji. Po przeciwstawnej stronie Drzewa Życia, na filarze łaski, znajduje się sefira Necach, czyli "zwycięstwo". Jest to sfera miłości i duchowej pasji, bezpośrednich reakcji i instynktów zwierzęcych. Sefer Jecira nazywa ją "ukrytą inteligencją", albowiem jest to miejsce, które zwykliśmy nazywać nieświadomością. Sefirze tej jest przyporządkowana planeta Wenus oraz żywioł ognia.

Nad tymi czterema sefirami odpowiadającymi czterem żywiołom i różnym cechom przeciętnego człowieka góruje sefira Tiferet (czyli "piękno"). Jest to sfera ducha, wyższej jaźni, stadium pośrednie między człowiekiem a Boskością. Miejsce, w którym składa się w ofierze starą osobowość, aby uzyskać wgląd i zrozumienie. Tiferet oddziela od niższych sefirotów zasłona - paroket - symbol pierwszej iluminacji na drodze do boskości. Stąd też Tiferet utożsamiane jest że Słońcem, bowiem oświetla mroki niewiedzy. Po przejściu tej "zasłony" dzieją się już same dziwne rzeczy. Oto następna sefira, położona na filarze surowości Gebura, czyli "moc" jest symbolem twórczej mocy a zarazem siły zniszczenia. Reprezentuje surowość i sprawiedliwość, oczyszczającą moc i działanie destrukcyjne. Odpowiada jej planeta Mars. W tradycyjnej kabale powiada się, że część niepohamowanej energii tej sefiry przelała się, w wyniku czego uformowała się hierarchia złych sefirotów ułożonych w odrębne drzewo. Co ciekawe, Gebura jest również kwintesencją żeńskości, którą w alchemii utożsamia się z mocą. Równoważy ją po drugiej stronie Drzewa Życia, sefira Chesed, czyli "łaska", będąca z kolei kwintesencją męskości. Jest to siła, która nadaje kształt rzeczom i wprowadza porządek. Odpowiada jej planeta Jowisz, posiadająca podobne znaczenie symboliczne.

Między tymi siedmioma sefirotami a trójką najwyższych gałęzi drzewa życia znajduje się przepastna otchłań, kraina paradoksów, w której wszystko jest zarazem prawdą i fałszem. Kabaliści nazywają ją "nieistniejącą" sefirą Daath, czyli sefirą fałszywej wiedzy, albowiem mieszka w niej demon rozumu - Choronzon - który zastawia na maga pułapkę utkaną z myśli. Otchłań to również wrota do innego świata. Można nimi przejść na drugą stronę Drzewa Życia, do sfery cienia, gdzie znajdują się 22 qlifotyczne tunele i ich demoniczni strażnicy. Tą drogą wkracza do życia śmierć. Otchłań jest przejściem od świata manifestacji do świata ideałów. Powiada się, że kto ją przekroczy, ten znajdzie się poza dobrem i złem, uwolniony z pułapek dualistycznego myślenia.

Nad otchłanią znajduje się trójca najwyższych sefirotów. Są to prazasady istnienia. Pierwsze dwie z nich, Bina i Chokma (czyli "zrozumienie" i "mądrość"), rozmieszczone na filarach łaski i sprawiedliwości, posiadają cechy podobne do dwóch sefirotów znajdujących się tuż poniżej otchłani, do Gebury i Chesed. Są ich pierwowzorami w świecie ideałów. Bina to Wielka Matka, miejsce reintegracji osobowości, która ulega dezintegracji w trakcie przekraczania Otchłani. Bina jest również mają, mocą iluzji. Odpowiada jej planeta Saturn. Chokmah to Wielki Ojciec, siła pobudzająca istnienie, duch i hinduistyczna purusza, podstawową rzeczywistością leżącą u podłoża wszelkiego istnienia. Odpowiada jej planeta Uran. Nad nimi góruje Keter (czyli "korrona"), o którym można powiedzieć tylko tyle, że jest punktem z którego rozwija się całe Drzewo Życia. Keter to źródło wszelkich rzeczy, jedność, która godzi wszelką różnorodność, początek i koniec wszystkiego. Ponad nim jest już tylko nicość.

Mag wspina się po Drzewie Życia korzystając ze ścieżek łączących poszczególne sefiroty. Każda z tych ścieżek stanowi kolejne wyzwanie, któremu można sprostać tylko wtedy, gdy opanuje się własności rozpoczynających je sefirotów. Dlatego wspinaczka na Drzewie Życia wymaga samodoskonalenia się i poszerzania pola własnego umysłu, który by koniec końców objąć całość zjawisk świata musi nieustannie przekraczać swoje ograniczenia.

System inicjacyjny Złotego Brzasku

Kabalistyczne Drzewo Życia znane było okultystom od dość dawna. A jednak to dopiero "MacGregor" Mathers, prawdziwy twórca struktury inicjacyjnej zakonu Złotego Brzasku, dostrzegł paletę możliwości jaką przedstawia ten właśnie schemat wtajemniczeń. Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku składał się z dziesięciu stopni inicjacyjnych, odpowiadającym dziesięciu sefirotom, które poprzedzał stopień Neofity. Twórcy zakonu nie zapomnieli wszakże o dobrze sprawdzonej strukturze kręgów wtajemniczeń i podzielili Zakon na trzy kręgi:

Krąg Zewnętrzny, do którego należały stopnie:

0*=0*Neofita

1*=10*Zelator (sefira Malkut)

2*=9*Theoricus (sefira Jesod)

3*=8*Practicus(sefira Hod)

4*=7*Philosophus(sefira Necach)

Krąg Wewnętrzny, do którego należały stopnie:

5*=6*Adeptus Minor(sefira Tiferet)

6*=5*Adeptus Major(sefira Gebura)

7*=4*Adeptus Exemptus(sefira Chesed)

oraz Krąg Tajemny, składający się ze stopni:

8*=3*Magister Templi(sefira Bina)

9*=2*Magus(sefira Chokma)

10*=1*Ipsissimus(sefira Keter)

Głównym celem jaki stawiał zakon Złotego Brzasku przed swymi członkami było "dążenie do światła", które rozświetla mroki niewiedzy. Może właśnie dlatego na początku opracowane były tylko rytuały inicjacyjne i praktyki dla stopni kręgu zewnętrznego, poprzedzającego sefirę Tiferet i odpowiadający jej stopień Adeptus Minor. Światło Tiferet - Słońca miało przyciągać ku sobie nowicjuszy magicznych. Ponadto symbolika świetlistego Tiferet kojarzona była z osobą Chrystusa, co nadawało w ostatnich dekadach XIX wieku zakonowi Złotego Brzasku prawdziwie chrześcijańskiego oblicza.

W trakcie inicjacji Neofita otrzymywał cząstkę światła, które miało go prowadzić na drodze magii. Jego zadaniem było zapoznanie się z symboliką żywiołów i znaków zodiaku. Uczył się podstaw języka hebrajskiego i wykonywał praktyki oczyszczające, takie jak Mniejszy Rytuał Pentagramu, w celu pozbycia się kompleksów i obsesyjnych myśli. Zelator uczył się podstaw alchemii i tarota oraz zależności między sefirotami, planetami, duchami i aniołami. Theoricusowi zalecano dalsze studia nad kabałą, ze szczególnym uwzględnieniem trójpodziału duszy oraz zależności między kolorami mniejszych arkanów tarota a literami tetragrammatonu i czterema światami kabały. Practicus uczył się symboliki figur magicznych. Musiał też zgłębiać podstawy wróżb geomantycznych oraz bardziej szczegółowe atrybucje kart tarota. Wreszcie, Philosophus uczył się boskich imion oraz przygotowywał się do przejścia do zakonu wewnętrznego. Był wtedy wtajemniczany w znaczenie qlifotów, czyli negatywnych odpowiedników sefirotów na Drzewie Życia. Oczywiście, każdemu z tych stopni przypisane były inne rytuały, które aspiranci musieli opanować do perfekcji. Wszystko to odróżniało Złoty Brzask od innych współczesnych mu zakonów, które zwykle miały więcej wspólnego z kółkami dyskusyjnymi niż praktyką magiczną.

Wielkie odrodzenie okultystyczne

Na początku działalności Złotego Brzasku Westcott, Mathers i Woodman przyjęli stopień Adeptus Exemptus, twierdząc że tym samym spełniają polecenia Tajemnych Przywódców zakonu z kręgu tajemnego. Wiosną 1889 roku mogli rozpocząć nabór do londyńskiej świątyni zakonu. W ciągu roku przybyło do niej trzydziestu dwóch nowicjuszy, w tym aż dziewięć kobiet. W tym czasie rzadko się zdarzało by kobiety dopuszczano do arkanów wiedzy tajemnej. Złoty Brzask odstępował od tej niechlubnej zasady i wkrótce w jego szeregach pojawiły się takie osobistości jak Moina Mathers (siostra filozofa, Henriego Bergssona), aktorka Florence Farr i Dion Fortune, która po odejściu ze Złotego Brzasku rozpoczęła własną szkołę magiczną.

Niestety, kobiety miały się stać też jednym z poważnych kłopotów zakonu i to nie ze względu na ich atrakcyjności seksualną, lecz charyzmę, która zagrażała pozycji przywódców zakonu. Póki co jednak zakon przeżywał okres wielkiego rozkwitu, szczególnie po przejęciu przez Mathersa spraw organizacyjnych. W 1891 roku umarł Woodman, w rok później Mathers przeniósł się do Paryża, pozostawiając Westcotta jako swojego przedstawiciela w Londynie. Prestiż Mathersa wzrósł znacznie, kiedy w 1892 roku napisał rytuał inicjacyjny na stopień Adeptus Minor i przekształcił krąg wewnętrzny w Zakon Rubinowej Róży i Złotego Krzyża (Ordo Rosae Rubeae et Aureae Crucis). Stał się on wtedy jego jedynym przywódcą. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe świątynie w Weston nad Marą, Bradford i Edynburgu, a w latach 1892-96 zakon osiągnął rekordową ilość 200 członków. Można było śmiało powiedzieć, że jest to największe stowarzyszenie okultystyczne epoki.

I wtedy zaczęły się kłopoty. Okazało się bowiem, że niektóre spośród pań są nie tylko wybitnymi okultystkami, lecz i świetnymi organizatorkami. Dotyczyło to przede wszystkim Florence Farr i Annie Horniman, które z niezwykłym zapałem zaangażowały się w prace londyńskiej świątyni Izydy-Uranii. Pozornie, mogło świadczy to na ich korzyść, ale Mathers był autokratą i nie znosił, jak ktoś zagrażał jego władzy. Tymczasem, po jego wyjeździe do Paryża pani Horniman wielokrotnie publicznie wyrażała swoją dezaprobatę wobec jego nikłego zainteresowania sprawami zakonnymi. Dopóki Horniman nie szczędziła pieniędzy dla niego i jego małżonki wszystko było w porządku. Lecz gdy okazało się, że jej pomoc nie jest bezinteresowna i pragnie odebrać mu żonę, Mathers poczuł w sobie zarzewie gniewu. Na domiar złego dotarły do niego plotki, że Horniman oskarża go o angażowanie się w politykę. (W tym czasie Mathers rzeczywiście marzył o karierze wojskowej i o restauracji dynastii Stuartów). Jego reakcja była natychmiastowa. W 1896 roku zażądał od członków zakonu wewnętrznego natychmiastowego złożeniu mu ślubów lojalności. Jego woli ulegli wszyscy poza Annie Horniman, która jeszcze w tym samym roku została wyrzucona z zakonu.

Wieść o wyrzuceniu Annie Horniman wstrząsnęła członkami Złotego Brzasku. Horniman uchodziła bowiem za jedną z najwybitniejszych przedstawicielek Zakonu. Na dodatek władze angielskie dowiedziały się o związkach Westcotta z okultyzmem, co zmusiło go do wycofania się z zakonu. Widmo upadku zaczęło krążyć nad Hermetycznym Zakonem Złotego Brzasku, widmo, które już wkrótce miało się zmaterializować za sprawą młodego acz już wybitnego adepta magiji - Aleistera Crowleya.